Migawki/zajawki

 
Recenzje

Jan Nowak-Jeziorański. Kurier, redaktor, polityk

czytaj
 
Home arrow Lektury arrow Głos z Angielskiego Ogrodu
Głos z Angielskiego Ogrodu

Wojciech Karpiński

 

(...) Wspomnienia Jana Nowaka [Wojna w eterze] zawierają w sobie kilka książek. Po pierwsze, można w nich znaleźć jasno wyłożoną historię polityczną Polski tych lat. Po drugie, rzucają istotne światło na ewolucję polityki amerykańskiej wobec Europy Wschodniej. Po trzecie, opowiadają o stosunku Zachodu do polskiej emigracji. Wreszcie po czwarte, kreślą dzieje najpotężniejszej instytucji tej emigracji – Radia Wolna Europa. Było to radio – i szczęśliwie pozostaje – hybrydą, z niezwykłym zbiegiem wielu konfliktowych, lecz płodnych tendencji. Podobne jest w tym do demokracji: można mu stawiać wiele zarzutów, krytykować jego funkcjonowanie – stanowi najmniej złą realizację marzeń o wolności. Stworzone przez amerykańską biurokrację i wplątane w jej mechanizmy, pozostające pod amerykańską kontrolą, nadające za amerykańskie pieniądze – jest polskim głosem, służy polskim interesom. (...)

Czytając pamiętniki Jana Nowaka, wracałem do własnych wspomnień: co utkwiło mi najsilniej z audycji Wolnej Europy, w czym widziałem jej mocną stronę, a gdzie dostrzegałem słabe miejsca? Szukałem swobodnego głosu, informacji i komentarzy. Nie chciałem propagandy ani kontrpropagandy; uwikłanie w ideologiczne dyskusje budziło niechęć; odwracanie się od polityki, rzadkie na falach Radia, powodowało, że odwracała się moja uwaga. Co przeszło zwycięsko próbę czasu? Dzienniki bacznie śledzące wydarzenia w kraju. Felietony, przede wszystkim Wiktora Trościanki, który posługiwał się ironią z zabójczą celnością: jego ulubieńcy – Kąkol, Łopatka, kilku partyjnych publicystów – zbierali dobrze zasłużone cięgi. Władysław Wolski (występujący jako Tański) i Leszek Meyer dawali trafne i spokojne analizy sytuacji międzynarodowej. Interesujące były dyskusje okrągłego stołu na tematy polityczne: z Londynu mówili Aleksander Bregman, Adam Ciołkosz, Adam Pragier.

Najsilniej jednak utkwiły mi w pamięci wystąpienia Jana Nowaka – publicysty. Odzywał się niezbyt często, w chwilach, które wymagały zabrania głosu. Trafiał wówczas we właściwy ton. Potrafił łączyć w należytej proporcji informację i komentarz. Odwoływał się do rozumu, nie zapominając o uczuciach. Po tragedii węgierskiej mówił o geopolitycznych ograniczeniach i o potrzebie zachowania nadziei. Śledził drogę Władysława Gomułki, analizując kolejne etapy jego upadku. Podkreślał dziejową wielkość kardynała Wyszyńskiego. Ze szczególną wdzięcznością wspominam jego krótki tekst po Marcu: wezwanie do powszechnej zmowy solidarności przeciw poczynaniom władz. Taki głos był wówczas potrzebny. I głos ten doszedł do mnie z Angielskiego Ogrodu.

Sprawy kultury cieszyły się mniejszym zainteresowaniem Radia. Całą uwagę skupiano na analizie politycznej aktualności. Nie była to chyba strategia słuszna także z punktu widzenia szeroko rozumianych celów politycznych: polski swobodny głos nie powinien być tylko negatywnym echem partyjnych rozgrywek. Inwestycje w dziedzinie kultury są mniej efektowne na krótką metę, lecz trwają przez lata i pokolenia. Rozumieli to ludzie stojący u początku Wolnej Europy. Gdy w czerwcu 1949 powstawał w Stanach Komitet do spraw Wolnej Europy, stawiał sobie za zadanie wspieranie pokojowej działalności zmierzającej do przywrócenia w krajach za żelazną kurtyną swobód politycznych, społecznych i religijnych. Głównym celem Komitetu miało być wspomaganie emigracyjnej elity politycznej i intelektualnej. Radio miało być tylko jednym z narzędzi. Pomoc wybitnym twórcom miała stanowić obowiązek nowej instytucji. Od początku biurokraci i politycy traktowali tę działalność raczej jako wspaniałomyślną zapomogę niż jako pełnienie powinności. W Dzienniku Lechonia, który żył z pomocy Komitetu, znaleźć można wiele cierpkich uwag na ten temat.

Z kulturalnych audycji Wolnej Europy w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych zapamiętałem ciekawe recenzje Romana Palestra (m.in. o Skrzydłach ołtarza Gustawa Herlinga-Grudzińskiego). Zawsze słuchałem dyskusji o książce roku (w kraju i na emigracji). Interesujące bywały rozmowy okrągłego stołu: z Paryża dochodziły do mnie głosy Marii i Józefa Czapskich, Konstantego Jeleńskiego, Kajetana Morawskiego, Aleksandra Wata. Wielkie przeżycie stanowił moment, gdy w dzień pogrzebu Jana Palacha do studia w Londynie przybył Kazimierz Wierzyński i przeczytał napisany właśnie wiersz na ten temat. Było to na niecałe trzy tygodnie przed śmiercią znakomitego poety. Pod koniec życia odnowił on całkowicie swoją twórczość i dał najlepsze swoje dzieła. Wiersz o Janie Palachu może nie należy do nich, ale stanowił osiągnięcie innej miary: wyrażał głośno to, czego w kraju nie mogliśmy i nie umieliśmy wyrazić.

Większość audycji na tematy kulturalne była jednak niższego lotu. O prawdziwej hierarchii artystycznej, zwłaszcza twórców emigracyjnych, dowiadywałem się skądinąd (przede wszystkim z numerów „Kultury” i z książek wydawanych przez Instytut Literacki). Literatura jest zjawiskiem zarazem demokratycznym (każdy powinien mieć prawo głosu, każde stanowisko i styl znajdować swego obrońcę) i do głębi arystokratycznym (istnieje w niej hierarchia, zależna nie od nominacji szefów, lecz wynikła z przyrodzonego talentu). Pisarstwo nie pasuje do atmosfery i metaforyki wojskowej. Z cotygodniowych kwadransów poetyckich trudno było się domyślić, że najwybitniejszy poeta polski przebywa na emigracji i w przyszłości otrzyma noblowskie laury. Czesław Miłosz miał prawo stronić od Wolnej Europy, Radiu takie prawo nie przysługiwało. Gdy Jan Nowak pisze, że między ucieczką Mikołajczyka i Korbońskiego w 1947 a ucieczką na Bornholm młodych pilotów w 1953 nie było ani jednego wypadku wybrania wolności przez wybitną osobistość polską, zdradza mniejsze zainteresowanie sprawami odległymi od politycznego konkretu. W dzień sztokholmskiego werdyktu w październiku 1980 roku Wolna Europa wyrażała radość i starała się informować o dorobku laureata, widać jednak było, że znajomość jego dzieł pozostaje w tyle za dobrą wolą.

Wiem, że programy powinny być dostosowane do publiczności. Nie mogą zniechęcać słuchaczy przesadną elitarnością. Zygmunt Hertz, znając moją słabość do Wolnej Europy, lubił opowiadać (czynił to wspaniale) dykteryjkę o tym, jak to o zmierzchu na Podhalu jeden gospodarz woła do drugiego: „Wojciechuuuu! Wracajta do chałupy, pan Czapski z panem Jeleńskim o Gombrowiczu bedom gadać!” Trzeba jednak uważać, aby ucieczka przed elitarnością nie oznaczała wyboru rzeczy obojętnych – dla wszystkich. Tekstów pisanych przez Gombrowicza dla Wolnej Europy nigdy nie puszczono na antenę, a wydane po latach przez Instytut Literacki jako Wspomnienia polskie. Wędrówki po Argentynie nie były na pewno mniej interesujące niż nadawane co tydzień audycje zaczynające się od słów: „Wiatry zza siedmiu mórz przynoszą nam listy od naszych rodaków rozproszonych po świecie”, po czym szły michałki o papudze na Borneo itp. Audycje rozrywkowe i dla młodzieży brzmiały dla mnie szczególnie fałszywie. Obawa przed „tematyką poważną” nie związaną bezpośrednio z polityczną aktualnością nachodziła także ludzi poważnych, głęboko przeze mnie szanowanych i powodowała, że ich audycje stawały się mdłe. Schodzili poniżej moich oczekiwań. Przestawali być interesujący dla mnie, a wątpię, by stawali się ciekawi dla kogokolwiek. Stanisław Baliński, człowiek wielkiej kultury, autor paru wierszy, które zostaną w poezji polskiej, omawiając angielskie nowości książkowe, miał dar wyszukiwania utworów nieatrakcyjnych: z dystansu wydaje mi się, jakby omawiał stale dwie te same książki, jedną o królowej Mary, drugą o pielęgnacji ogrodów. Józef Wittlin, znakomity pisarz i niezwykły człowiek, o zdumiewającej wiedzy i szerokości zainteresowań, opowiadał cichutkim głosem o ostatnich premierach na Broadwayu, które nie interesowały ani jego, ani słuchaczy.

To były drobne słabości, jakby przypomnienie, że Wolna Europa jest tworem żywych ludzi, że obarczona jest wadami swoich zalet. Słuchałem z pasją także audycji słabszych. Traktowałem Wolną Europę jako moje radio. Tak ją traktuję nadal. Wspomnienia Jana Nowaka uprzytomniły mi wyraziście, ile zawdzięczam ludziom, którzy Radio tworzyli. Głos płynący z Angielskiego Ogrodu w Monachium jest naprawdę głosem ubezpieczającym naszą wolność. I w tym sensie jest naszą wspólną własnością.

Fragment tekstu zamieszczonego pierwotnie w: Zeszyty Literackie, nr 24, 1988 oraz w książce: Jan Nowak-Jeziorański. Głos wolnej Europy,  Zeszyty Literackie, Warszawa 2005.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Komentarze

You must javascript enabled to use this form

Musisz się zalogować by móc dodać komentarz.
Komentarze wyrażają jedynie opinie ich autorów a nie redakcji.

Sonda

Padł postulat aby Radio Wolna Europa trafiło do podręczników historii. Jaka jest Twoja opinia?
© 2012 wolnaeuropa.org
Zawartość strony: Andrzej Borzym redakcja@wolnaeuropa.org
Administracja: Tomasz Komorek administracja@wolnaeuropa.org

Ta strona nie jest w żaden sposób związana z RFE/RL, Inc., które nie ponosi
odpowiedzialności za jej zawartość.